W
dziale tym znajdziesz recenzje filmów w których występowali
aktorzy grający w "Dawson's creek". Jeśli masz
swoją opinię nt. któregoś z filmów i chciałbyś ją
wyrazić - napisz.
SPIS
FILMÓW
[źródło
recenzji: Stopklatka.pl
oraz serwis: film.onet.pl]
*
"Abandon" /
"Porzucona" [Katie Holems]
* "The
Gift" / "Dotyk przeznaczenia" [Katie
Holems]
* "Skulls" / "Sekta"
[Joshua Jackson]
* "Gossip" / "Plotka"
[Joshua Jackson]
* "The rules of attraction" /
"Żyć szybko, umierać młodo" [James v d
Beek]
* "Texas
rangers"
[James v d Beek]
"Porzucona"
"Abandon"
Pomysłowy
thriller, zwłaszcza jak na pozycję, w której bohaterami są
piękni amerykańscy nastoletni i nijaki amerykański
policjant (typ: “po przejściach”). Gdyby nie
dekonspirujący tajemnicę tytuł (w którego tłumaczeniu
zmieniłbym literkę “o” na “a”) i gdyby nie fakt,
że ostatnio wszedł na ekrany pewien podobnie skonstruowany
film z Audrey Tautou, zakończenie mógłbym określić
chlubnym mianem zaskakującego.
Nie
jest to oczywiście rewelacja, czy tym bardziej rewolucja.
Raczej produkcja bez szans – bo bez wielkich nazwisk,
wielkich szoków, wielkich wrażeń czy wielkich wzruszeń,
nawet bez seksu - na podbicie box office’ów. Kupowana w
pakiecie czy z rozpędu i na pewno zaginie już w natłoku
samych premier tego czy ubiegłego tygodnia. Postaci są
nieco irytujące. Rozwydrzony superprzystojny młody
natchniony wizjoner. Bystra i ładna (ale, co ciekawe, nie
śliczna) pracowita dziewczyna, za którą panowie sznurem.
Gliniarz nie wiadomo do końca dlaczego jakiś nieobecny,
nie wiadomo dlaczego zaczął czy dlaczego przestał pić...
Ale i tak staję w obronie „Porzuconej” – za przemyślaną
konstrukcję, mocne zakończenie i tak rzadkie nieepatowanie
przemocą i golizną.
Tytułowa
bohaterka to typowa amerykańska porzucona: piękna, mądra,
wiecznie kochająca jednego i dorzucająca amory innych. Jej
chłopak – ów artysta - po prostu zniknął. Policja (w
osobie jednego zagubionego eksalkoholika) prowadzi
dochodzenie, w którym dochodzi do wniosku, że raczej zginął.
Innego zdania jest dziewczyna, która regularnie widuje
zaginionego. Regularnie widuje też policjanta i zbliża się
do niego coraz bardziej…
[źródło: www.stopklatka.pl]
<<
na górę
"Skulls"
"Sekta"
Tajne
stowarzyszenia rzeczywiście funkcjonują w Stanach
Zjednoczonych. Autor scenariusza filmu „Sekta” John
Pogue osobiście zetknął się z nimi podczas studiów na
uniwersytecie w Yale.
Luke
McNamara (Joshua Jackson) kończy właśnie naukę w
elitarnym college'u. Jego największym marzeniem jest
rozpoczęcie studiów na wydziale prawa jakiegoś prestiżowego
uniwersytetu. Chłopak zdaje sobie jednak sprawę z tego, że
będzie to wymagało znacznie więcej, niż doskonałe oceny
i reputacja świetnego kapitana uczelnianego klubu wioślarskiego.
Potrzebne będą właściwe rekomendacje i wielkie pieniądze,
obu, pochodzący z ubogiej rodziny Luke niestety nie
posiada. To wszystko może mu jednak zapewnić sekta „Skulls”.
Dlatego kiedy „Czaszki” zapraszają go do swojego grona
bez chwili wahania udaje się na spotkanie. Po przejściu
rytualnych prób Luke staje się częścią wszechpotężnej
elity. Po krótkotrwałej euforii ambitny chłopak orientuje
się jednak, że nie wszystko jest takie wspaniałe, jak
wydawało się na początku, a sekta ma również swoje
ciemne strony.
Film
Roba Cohena w mistrzowski sposób obnaża bezlitosne
mechanizmy funkcjonowania tego typu organizacji i jednocześnie
stanowi przestrogę dla wszystkich tych którzy, nie
zastanawiając się nad konsekwencjami, decydując się na
członkostwo w podobnych stowarzyszeniach. Na szczególne
uznanie zasłużył Shane Hurlbut, autor niezwykle
dynamicznych i trzymających w napięciu zdjęć, począwszy
od otwierających film regat wioślarskich, a skończywszy
na samochodowym pościgu. Wspomogły one staranne
spreparowanie intrygę, której autorem jest John Pogue.
Ciekawostką jest fakt, że scenarzysta ten zetknął się
osobiście z podobną organizacją podczas studiów na
uniwersytecie w Yale, a jedna z działających tam sekt złożyła
mu nawet propozycję członkostwa. Tak jak dla bohatera
filmu było to dla niego pewnego rodzaju wyróżnienie
ponieważ członkami takich organizacji są zawsze bardzo wpływowi
ludzie. W kapitule filmowej sekty zasiada nawet senator oraz
prawnik ubiegający się o stanowisko sędziego Sądu Najwyższego.
Bohater filmu Will Beckford (Hill Harper) powtarza
parokrotnie, przestrzegając Luke’a przed członkostwem w
„Czaszkach”, że „wszystko, co tajne i elitarne, jest
niebezpieczne”, ale Luke, widzący w członkostwie swoją
życiową szansę nie chce go w ogóle słuchać. A szkoda,
bo wprawdzie sekta załatwi ci pieniądze, wymarzony samochód,
piękne dziewczyny, znakomitą zabawę, indeks najlepszej
uczelni, ale przy okazji… zniszczy ci życie i o tym należy
pamiętać przede wszystkim zanim przekroczy się próg
siedziby podobnej organizacji. Bo za kuszącą fasadą, tak
jak to było na przykład w filmach „Firma” i „Adwokat
diabła”, zawsze kryją się problemy.
Znakomity
thriller Roba Cohena, studenta Harvardu, stawia również
pytania dotyczące funkcjonowania współczesnych społeczeństw.
Czy w ogóle istnieje jeszcze demokracja, czy też wszystko
kontrolowane jest przez elity, które stały się faktyczną
klasą rządzącą? Jaką cenę trzeba zapłacić żeby stać
się ich członkiem? Jeżeli bowiem tylko duże pieniądze są
w stanie zapewnić dobra edukację, która z kolei
gwarantuje wysokie zarobki, co przekłada się na wysoką
pozycję w społeczeństwie, to tworzy się zamknięta
kasta, która pozostawia na marginesie sporą część społeczeństwa.
[źródło: www.stopklatka.pl]
<<
na górę
"The
Rules of Attraction"
"Żyć szybko, umierać młodo"
Film kumpla Tarantino jeszcze z wypożyczalni video.
Chłopaki wspólnie pracowali nad scenariuszami „Pulp
Fiction”, „Urodzonych morderców”, „Wściekłych psów”
czy „Prawdziwego romansu”. Teraz Roger Avory pisał
samemu, za to na podstawie książki Breta Eastona Ellijsa,
autora „American Psycho”. Główny bohater „Żyć...”
– sądząc po nazwisku, zachowaniu czy wyglądzie - jest
zresztą domniemanym bratem „amerykańskiego
psychopaty”. Kończąc dział ciekawostek - jako dusza
cokolwiek sentymentalna - nie mogę nie wspomnieć o udziale
w filmie Freda Savage’a, czyli Kevina z „Cudownych
lat” i samej Faye Dunaway.
Reżyser
nazywa swój obraz moralitetem i jest to jedyny powód, dla
którego nie nazwę go (obrazu) apologią narysowanego w nim
(obrazie) środowiska (patrz PS). A jest to środowisko
amerykańskiej uczelni dla bogatych, gnuśnych narko- i
seksocholików. Chłopaki notorycznie wciągają, dziewczyny
– za przeproszeniem – obciągają. I vice versa, gdyż
oczywiście i gejów tu nie brak. Tzn. właściwie brak, bo
biedny i piękny (jak zauważyła moja dziewczyna, znaczy się;
nie to że ja...) Paul wciąż poszukuje partnera.
Koncentruje się na dilerze narkotyków Seanie, który - czołowa
postać filmu - ma inne pragnienia. Choć – a czemu nie,
wszak „żeby życie miało smaczek, raz dziewczyna,
raz…” – spróbować z kolegą też nie omieszkał.
Teoretycznie jest jednak „zakochany” w amerykańskiej
dziewicy, która jedynie bierze do buzi, więc jest
college’ową Matką Teresą. Typ dziewczyny, jak na normy
USA cnotliwej, takiej „do zadurzenia się weń”, powoli
staje się emploi Shanynn Sossamon (vide „40 dni i 40
nocy”).
Historia
cyklu imprez i rozterek rozpuszczonych nastolatków
opowiedziana jest zasadniczo od tyłu, ale ze skokami do
przodu i w bok. Twórcy często stosują chwyt „rewindowania”
taśmy, więc jest nowocześnie, fajnie i MTV-podobnie. A
‘propos – muzyka przednia, choć cokolwiek nieadekwatna,
bo często w klimacie ubiegłych dekad. Zaczyna się od The
Cure.
Reasumując,
prawie dwie godziny ostrej jazdy. Bez skrajności, ale i bez
przyzwoitości. Raczej popłuczyny po „Pulp Fiction” czy
„Trainspotting”, a już na pewno nic oryginalnego, lecz
istnieje widownia lubująca się w takich sprawach. To
licealiści. I im (Wam) „Żyć szybko...” polecam jako
przykład podręcznika dobrych balang nie tylko z ćpaniem
(bo to się robi i u nas), ale też z oficjalnymi
origietkami. Ja tam bardzo żałuję, że w naszej kulturze
nie są one zbyt popularne. Zalecam pójść, obejrzeć,
wcielić w życie.
PS.
Do rodziców. Jak widać, deklarowany walor dydaktyczny
filmu działa raczej na odwrót. Miast moralizować –
demoralizuje.
[źródło: www.stopklatka.pl]
<<
na górę
"Gossip"
"Plotka"
Derrick, Cathy i
Travis mają zamiar przekonać się jak zmieniona i dokąd
dotrze plotka. Nie zastanowili się jednak jak bardzo można
kogoś przy takiej "zabawie" skrzywdzić. Będąc
na imprezie w dyskotece Derrick poszedł ze swoją
towarzyszką do ubikacji, gdyż ta cały czas wymiotowała.
Przyłapał wtedy popularną i lubianą parę - Naomi
Preston i Beau Edsona. Kochali się w łazience. Opowiedział
wszystko Cathy. Ta rozpowiedziała całe zdarzenie i plotka
przemieniła się w fakt, jakoby Beau zgwałcił Naomi.
Derrick przekonał do tego faktu samą Naomi, gdyż ona była
"zalana w pestkę". Poszła na policję, a później
popełniła samobójstwo.
Końcówka filmu jest po prostu czadowa! Travis idzie po
pistolet, Cathy wszystko widzi i sądzi, że chce się
zastrzelić, ten chce jednak zabić Derricka. Wyrywając broń
postrzelili Cathy. Przyjeżdża policja. Okazuje się, że...
musicie obejrzeć film, żeby dowiedzieć się co dalej :)
[źródło:
http://film.onet.pl]
<<
na górę
"The
Gift"
"Dotyk przeznaczenia"
Ona widzi umarłych. Skąd my to znamy? To już chyba gdzieś
kiedyś było. W historii kinematografii powstały dziesiątki
podobnych opowieści. Ta konkretna „ona„ widzi również
dziwne dziwy i czyta z dziwnych (nie tarot) kart. Na swe
nieszczęście widzi między innymi zwłoki utopionej
dziewczyny. O dziwo – na drzewie (zwłoki, nie ona).
Jest
naturalnie i zły człowiek – pijak bijący żonę,
charakteryzujący się nienawiścią do głównej bohaterki
i brodą (pod którą skrywa się tu Keanu Reeves). W imię
fabularnej finezji pojawia się również wariat, któremu
ona pomaga, co procentuje w odpowiednim momencie. Poznajemy
wreszcie pewną puszczalską ślicznotkę, która ginie
(patrz zwłoki na drzewie) z ręki... Źli okażą się
dobrymi, dobrzy złymi, a sprawiedliwość zwycięży.
Dodatkowo „Dotyk...” razi zupełnie zbędnym, wciśniętym
na siłę wątkiem zmarłego męża wróżki, ojca jej –
samotnej wdowy – dzieci. Nuda.
Przy
takiej materii produkcję ratuje czasem forma. Niestety, nie
w tym przypadku. Oryginalny tytuł to „The Gift”. By nie
zadać kłamu prawdzie, należałoby to przetłumaczyć biorąc
pod uwagę niemieckie, nie angielskie (na marginesie:
ciekawa translacja dystrybutora, nieprawdaż?) znaczenie
tego wyrazu. Ten obraz to trucizna, nie dar. Rzecz dla miłośników
gatunku i miłośniczek złego ostatnio (nie tyle gdy idzie
o aktorstwo – to raczej kwestia wybierania przez gwiazdę
z „Matrixa” coraz to mniej nowatorskich filmów – lecz
o charakter kreowanych postaci) Reevesa.
Wychowującą
samotnie trzech synków dobroduszną (bo pomagającą
znajomym) „wróżkę” amatorkę, Annie (Cate Blanchett),
niewiele osób traktuje poważnie. Pewnego razu bezradna
policja prosi ją jednak (metoda tzw. śledztwa
alternatywnego) o wskazanie mordercy narzeczonej szanowanego
nauczyciela. Początkowo trop wiedzie do Donniego,
alkoholika bijącego żonę, który wcześniej groził
dzieciom Annie. Pojawią się jednak nowe wizje.
[źródło: www.stopklatka.pl]
<<
na górę
"Texas
rangers"
Jest rok 1875. Wojna Secesyjna zakończyła się, ale w
stanie Texas nadal rządzi bezprawie. Jest tylko jeden człowiek,
który ma odwagę zaprowadzić porządek. Kapitan Leander
McNelly organizuje grupę niewydarzonych bohaterów by
sprostać wyzwaniu. Trzydziestu mężczyzn musi zapomnieć o
swoim strachu i swoich kobietach by powstrzymać od palenia
rancz, kradzieży bydła i mordowania niewinnych ludzi, bandę
złoczyńców dowodzoną przez bezwzględnego Johna King
Fisher’a. Każdy człowiek zasługuje na wolność. Texas
Rangers gotowi są oddać za nią życie.
[źródło: www.stopklatka.pl]
<<
na górę
|
|

od: 31. marzec 02 |
Mój nr GG:
201547
|
..::
::..
...:: site powered
by ::...